Jak Enzo chce rozruszać to podforum, to robi to źle.
Czas rzucić tematem o jednym z najlepszych komiksów jakie w życiu czytałem - Scott Pilgrim.
Fabuła w strasznie uproszczonych rysach: główny bohater którego imię tak subtelnie pojawia się na okładce, poznaje dziewczynę o imieniu Ramona. Co w tym fajnego? Ramona ma byłych facetów (w sumie jest mocno przechodzona). Nie byle jakich, bo są to Źli Byli Chłopacy. Z supermocami i w ogóle. Dużo kopania tyłków, nawiązań do gier, kultury masowej i tak dalej gwarantowane.
Kreska jest mocno średnia. Mi zajęło masę czasu do przyzwyczajenia się do stylizacji postaci i tego, że wszystko jest czarno-białe (nie licząc NAJLEPSZEGO MOMENTU, na początku 4tego tomu - tam kolor występuje). Ale dzięki temu, że masa czasu nie została zużyta na rysowanie, autor bardzo dużo czasu produkcji poświęcił postaciom, ich relacjom i historiom. Naprawdę, to jeden z niewielu komiksów, gdzie protagonistom poświęca się tyle czasu. I to wychodzi im na dobre, dawno nie miałem komiksu, którego bohaterów bym naprawdę polubił. Kick-Ass nie był nawet w połowie tak dobry pod tym względem.
Tomów jest 6, ostatni wyszedł kilka dni temu i spowodował ogólny comic-nerd-gasm. Kto nie czytał, ten Wiśnia. A nie, zaraz, nawet on to czytał.






