przez Kot » So lip 31, 2010 1:39 am
Miły wieczór. Spóźnienie na reklamy do Multikina (miał na to wpływ czynnik matczyno-niewypuszczęciędopókiniezjeszobiadu) zrekompensował świetny film i trochę popkornu od Smiga i jego znajomego (dzięki). Potem oczywiście nie obyło się bez odrobiny bycia miłymi (parę osób musiało sobie odbić za Avangardę najwyraźniej >.>) i udaliśmy się w kierunku Kawangardy gdzie kończyło się Warszawskie Piwo Komiksowe. Powiedziałem to trochę na zasadzie "OK, ja tam idę i tak, więc może chodźmy wszyscy razem?", ale jak doszliśmy, to z jakiegoś powodu wszyscy poszli dalej, mimo że mówiłem, że to chyba tutaj. A jak byłem pewien i zacząłem tam iść, to wszyscy se poszli. Nierozumiem.
Tak czy inaczej piwo było skromniejsze niż parę tygodni temu, ale poznałem fajnego człowieka, który mi pewnie pomoże z podcastowaniem no i spotkałem kmh, z którym nie omieszkałem pogadać. W sumie dobrze, że nie poszliście za mną, bo jak się okazało nie było totalnie miejsca.
Po wypiciu herbaty (tak, wiem :p) pożegnałem się i zostawiłem braci katerów ze sobą (generalnie bycie sam na sam z nimi jest trochę creepy, bo oni autentycznie znają na pamięć dwa odcinki mojego podcastu i cytują mi go co chwila). W końcu zacząłem wydzwaniać do wszystkich jak dojść i dowiedziałem się, że to Sphinx przy Rotundzie. Jako że nie mam pojęcia gdzie jest Rotunda, to zacząłem iść w totalnie inną stronę, ale później się dowiedziałem, że jednak chodziło o Sphinxa koło metra Świętokrzyska, więc po prostu podjechałem te dwie stacje metrem i na miejscu okazało się, że już ich nie ma i nikt poza Darekaderem nie odbiera telefonu, a on się zmył wcześniej. Takie trochę mało miłe zakończenie, ale i tak było fajnie.
Standardowa procedura. Policjanci podjadą, spiszą mnie, uznają to za nieszczęśliwy wypadek i wypuszczą.
Chociaż dziś jest inaczej, każą mi wyjść z samochodu. A, teraz widzę - przejechałem córkę burmistrza.